Matterhorn



SierpieE2003. Kamping Randa, Mattertal, Szwajcaria.

Kryjemy siEw cieniu samochodu przed parzącymi promieniami słońca. Wokół wypalona trawa i pył. Także w okolicznych górach niezwykła seria upałów poczyniła nie lada zmiany. Jeszcze niedawno nasz wyjazd na GórEJeleni stanął nagle pod znakiem zapytania, gdy duża połaEskalna przylegająca bezpośrednio do drogi wejściowej runEa z grzmotem w doliny. Topniejący lód przestał wiązaEten "najwspanialszy stos kamieni". Tego pamiętnego dnia potencjalni zdobywcy szczytu zostali przymusowo ewakuowani śmigłowcami w bezpieczne miejsce, a Góra zamknięta.

Jechaliśmy więc w ten najsłynniejszy rejon alpejski z mieszanymi uczuciami, no bo jak to byETam i nie spróbowaEwejśEna Matterhorn? Pogodziliśmy siEnawet z myślą, że będziemy musieli zadowoliEsiEinną zdobyczą. Na szczEcie innych, godnych celów w Alpach Walijskich nie brakuje. Wiele wspaniałych szczytów czterotysięcznych czeka tutaj na swych zdobywców. Wybór jest naprawdEtrudny, bo wszystkie te nazwy, aż elektryzują i wszędzie chciałoby siEbyE a tu urlop krótki. A przecież z racji wielkich deniwelacji na każdy szczyt trzeba przeznaczyEkilka dni, no i odpoczynek po takim wysiłku też jest niezbędny.

Lagginhorn w oddali

Najważniejsza jest oczywiście należyta aklimatyzacja, dlatego na początek tego pobytu planujemy wejśEna niższe i łatwiejsze szczyty, aby potem na tych wymagających mieEjuż należyty zasób tlenu we krwi. Na początek Lagginhorn (4010 m. n.p.m.). Już po pierwszych krokach z Berghaus Hochsaas coś nas zastanawia - brak charakterystycznych pól śnieżnych zapamiętanych z fotografii. Ależ nie - są! Z powodu braku opadów świeżego śniegu białe połacie zamieniły siEw twardy, szklisty lód przysypany kolejnymi produktami erozji. Bo sypie siEta góra masywnie. GodzinEpo naszym podejściu, przez naszą ścieżkEtoczą siEwielkie wanty wyrzucając w powietrze wszystko na swojej trasie. Co chwila w ścianie odbija siEłoskot kolejnej kamiennej lawiny. Mimo bezchmurnej, upalnej pogody góry przypominają, że alpinizm to nie zabawa. Przy zejściu, jakby "na deser" mała, gwałtowna burza z gradobiciem.

GraEWeismiess

Na drugi dzieEWeissmies (4023). Ale żeby nie było za łatwo wybieramy trudniejszy wariant północną granią. Najpierw łatwe podejście na Lagginjoch, a potem niesamowitymi płytami skalnymi wywieszającymi siEna wschód. wprost na wierzchołek. Wprost wskazuje tylko kierunek, bo całkiem prosto nie jest. Najtrudniejsze miejsce to eksponowana "czwórkowa" płyta "Grande Dalle" z dwoma stalowymi prętami do asekuracji. Duża czEEdrogi, to piękne graniowe wspinanie w skali II i III UIAA. Zejście ze szczytu przypomina jako żywo filmy z wypraw w Himalaje. Szczeliny lodowca pootwierały siEtak znacznie, że do ich przebycia zamontowano aluminiowe drabiny lub mocno uginające siEdeski. Ich pokonanie jest nie mniej emocjonujące niż wcześniejsza "Wielka Płyta".

Monte Rosa

Potem w dolinach trochEodpoczynku, choEtrudno odpocząEjeśli o godz. 19 temperatura w cieniu sięga 30 stopni. No cóż "twardym trza byE nie miętkim".

Uderzamy na drugi co do wysokości szczyt Alp-Dufourspitze (4634). Masyw Monte Rosa, którego jest kulminacją, jest tak potEny i oślepiający, że trudno ten najwyższy punkt dojrzeE Na razie zgodnie z programem wyjeżdżamy tramwajem górskim na Rotenboden, skąd spacerkiem do schroniska Monte Rosa Hut. O czwartej rano na lodowcu konsternacja. Żaden z zespołów nie wie, gdzie prowadzi droga między nadmiernie rozwiniętymi szczelinami lodowca. Wreszcie ktoś trafia na stary ślad, ale godzina wysiłku poszła na marne. Wejście jest bardzo monumentalne, wszędzie widaEmorze pięknych szczytów z Matterhornem - niby tronem pośrodku. WysokośEdaje siEjuż we znaki. Ale strome śniegi to nie koniec trudności. Teraz drogEzagradza bardzo eksponowana i oblodzona skalna graE Trzeba ją pokonywaEz dużą ostrożnością, gdyż asekuracja jest bardzo ulotna, a tuż pod stopami widaEleżące 300 metrów niżej pola lodowca.

Panorama z Matterhornem

Na szczEcie po 5 godzinach stromego i wytEającego podejścia lokujemy siEna wąskim wierzchołku. Widok bajeczny. Wszędzie jak na przeogromnych szachach widaEfigurki ludzkie podążające w kierunku poszczególnych czterotysięczników masywu, których jest aż dziewiE. Szkoda, że tym razem nie uda nam siEplanowany trawers wszystkich wierzchołków Monte Rosy. Ale co siEodwlecze...

Zermatt

No i leżymy sobie teraz niespokojnie w cieniu, bo droga na Matterhorn otwarta, ale w takim razie trzeba naEwejśE Mimo znacznego doświadczenia górskiego, bogata - także tragiczna - historia Góry Jeleni oddziaływuje na psychikE Nie wiadomo, czy to lekki strach, czy też niepewnośEoczekiwania. A może jedno i drugie. Wreszcie około południa rozpoczynamy podróż busem do historycznego Zermatt. Gdyby nie charakterystyczny szczyt opodal, to miasteczko byłoby zapyziałą wioską w Alpach. Jednak sława Góry przyciąga; na ulicach widaEtłumy z całego świata spacerujące wzdłuż głównej promenady, takich ichniejszych Krupówek. Oczywiście najbardziej widoczni są Japończycy fotografujący wszystko i wszystkich. Na szczEcie oddalamy siEod centrum i tłum rzednie. Ponad pięknym wysokogórskim lasem i halami kolejka górska wywozi nas nad Schwarzsee. Po ukropie panującym na dole z rozkoszą wypijamy ostatnią butelkEmineralki. Tutaj na wys. 2584 upał rekompensuje silny wiatr i jest naprawdEcudownie. Nawet dwugodzinne podejście z ciEkim worem nie zmęczy nas specjalnie.

CieEGóry wciąż rośnie przed nami i zaczyna nas przytłaczaE Na trasie krajanie. Ich relacja nie wzmaga optymizmu. Zgubili siEna podejściu, nocowali awaryjnie w Solvay Hutte. Ich czas to: 10 godzin na szczyt ze schroniska. Cała akcja dwie doby. Wyglądają na zmęczonych. No, zobaczymy. Może nam pójdzie lepiej. Wreszcie osławiona Hornli Hut (3260).

Schron Solvay

W schronisku - całkiem przyjemnym - brak wody. A więc klapa! śniegu wokół brak, nie ma czego zagotowaEna kolacjEi śniadanie. Dramatyczna decyzja: kupujemy najdroższą wodEmineralną w życiu-1,5 litra za 25 złotych. Na szczEcie okazuje siE że obok w hotelu Belvedere można kupiEwrzątek za połowEceny. No to sukces, zaoszczędzimy rano cenne minuty. Na tarasie sami "ludzie gór", nawet kilku autentycznych Szerpów na wycieczce szkoleniowej. A przed nami teatrzyk; właśnie śmigłowiec zdejmuje ze ściany poszkodowanego. Od zadzierania głowy, aż boli kark. Maszyna z hukiem ląduje opodal opuszczając turystEz urazem nogi. W tym samym czasie drugi śmigłowiec ląduje za schroniskiem z zaopatrzeniem. Gdzie ta górska cisza?

Jako starzy harcerze wymyślamy szczwany plan. Idziemy teraz na rekonesans, aby rano, w ciemnościach nie błądziE Mimo opisu nawet w dzieEciEko znaleźEdrogE Wszędzie ludzie ustawiają kopczyki tworząc plątaninEścieżek, często mylnych. Także stosy luźnych kamieni je przypominają. Wreszcie znajdujemy ślady butów. "Pierwsza turnia, pierwszy żleb, druga turnia, drugi żleb". Zaraz! miało byEłatwo, a tu ogromna kruszyzna i lufa w dół. Próbujemy, węszymy pamiętając przygody spotkanych turystów. Wreszcie jest, droga ostrym zakosem zawróciła w przeciwnym kierunku. Rozeznajemy już na spokojnie bardziej czytelne dalsze partie, dochodząc do niedawnego obrywu. Linia białych skał jest oddalona od lin poręczowych zaledwie o 1 metr. Schodzimy spokojniejsi.

Kolejka na Matterhorn

4 rano - typowy alpejsko-schroniskowy harmider; ludzie biegają półprzytomni, ubierają nie swoje buty, biegną w górEna wyścigi. Za chwilEwiemy dlaczego. Pod pierwszym spiętrzeniem już długa kolejka światełek. Niby będzie łatwo trafiE ale z drugiej strony ciEko maruderów wyminąEi trzeba siEwlec w swojej kolejności. Na szczEcie aklimatyzacja działa i tniemy do góry tak szybko jak tylko tłum pozwala czyli: wolno. Wstaje świt, ale nikt nie patrzy na widoki wiedząc ile ma przed sobą. Wreszcie dolna płyta Moseleya. Niewielka płytEskalną przechodzi naraz kilka zespołów depcząc sobie po rękach, blokując linami, wypinając przeloty. Totalne zaprzeczenie zasad bezpieczeństwa, ale cóż, to już taki urok tego miejsca.

W drodze na szczyt

Wreszcie schron Solvay, ale znowu brak czasu na dłuższą przerwE bo stracimy miejsce w kolejce. Górna płyta Moseleya o trudnościach III (spadając z niej zabił siEAmerykanin tego nazwiska) i znowu podobne sceny jak z kolejek w PRL-u. Stroma grzęda rozszerza siEteraz przechodząc w tzw., RamiE Tu znowu cała seria lin poręczowych, gdzie trzeba odczekaEswoje. Stresuje nas widok przewodników, którzy z klientami już wracają ze szczytu. Co? Jesteśmy, aż tak wolni? Patrzymy na zegarek. Nie, jest super, idziemy, mimo korków 3 godziny.

Widok na Zermatt z Matterhornu

W końcu gdy tylko siEda wymijamy zwalniające coraz bardziej zespoły i dochodzimy na wierzchołek (4477) w rewelacyjnym czasie 4 godzin. Jest cudownie. Wspaniała, ciepła pogoda. Niesamowita widocznośE I rozbrajająca wręcz przepaścistośEtego szczytu. W ściany północną i południową, aż strach zaglądaE No i te wielkie luźne kamienie na wierzchołku! Daleko w dole malutkie osady Zermatt i Breuil-Cervinia. Wreszcie można siEnajeśE napiEi napatrzeEdo syta. Nie czas jednak na dekoncentracjE Zejście jest nie mniej poważne niż wejście. Jakby na potwierdzenie spadające spod nóg schodzących kamienie nabierają szybko rozpędu i z potwornym świstem przelatują o centymetry od schodzących poniżej. Już siEnie dziwiE że ludzie tutaj giną. A więc jak najszybciej, ale i najostrożniej w dół.

Tam byliśmy

Mimo, że znamy drogEto i tak powrót zajmuje 6 godzin! A musimy schodziEszybko, bo jeszcze dziś, trzeba zdarzyEna powrotną kolejkE by nie nocowaEpowtórnie w schronisku. Sił ubywa, więc i krzyknąEtrzeba na pozostałych, aby ich pobudziEdo dalszego wysiłku. Wreszcie jest - schronisko. Patrzymy za siebie. Prawie nie do uwierzenia, że jeszcze chwilEtemu Tam byliśmy. To była cudowna przygoda. A teraz już tylko w dół, bo tam piwko siEjuż chłodzi.

-- Bob --

BAGażnik - strona główna  | Mont Blanc drogą papieską  | Do Chorwacji  | Matterhorn  | W Alpy Julijskie na 36 godzin  | Wspomnienie  | Lago di Garda Story  | Moje małe K2  | Sprawozdanie  | W Alpeczki  | Agatka i jaskinie  | Mt Blanc Grzegorza  | Jak zostałam szczńliwie zmęczonym człowiekiem  | To tu, to tam czyli wycieczki alpejskie  | Wrażenia ze szkolenia  | Orle Perci Alp  | Powstawanie jaskiń jurajskich  | Mikroklimat jaskiń  | Flora i fauna jaskiń  | Extremalne sporty wodne dla każdego  | Garda 2004  | Gran Paradiso, Mont Blanc 2004 
Strona tytułowa   | O FIRMIE   | KALENDARIUM 2016   | KURSY   | WYPRAWY   | PRZEWODNICTWO   | JASKINIE   | INTEGRACJA   | REKREACJA   | SKLEP INTERNETOWY   | foto BAGażnik 

Webmajster: admin@bag.pl BAG email: box@bag.pl Ostatnia aktualizacja: dzisiaj