W Alpy Julijskie na 36 godzin



Zapadła decyzja - jedziemy. Boże Ciało należy spędziEw górach. Musimy to zrobiEżwawo i sprawnie, bez op... - instruuje Kierownik. Szybka akcja, bo ustalenie jednego, wszystkich satysfakcjonującego terminu wyjazdu graniczyło z cudem. Kierowca zmówiony, cel wyznaczony, ruszamy na południe sprawdzonym szlakiem po dawnej Monarchii. Tankowanie i postoje w dobrze znanych miejscach, zakupy podstawowych artykułów spożywczych na śląsku Czeskim należą poniekąd do rytuału i tradycji wyjazdów alpejskich. Po nie najlepiej przespanej nocy - siedzenia w samochodzie jednak są trochEniewygodne słyszymy "Dober dan" - Słowenia wita nas blaskiem wschodzącego słońca, widokami białych - wapiennych szczytów i napisów w języku znacznie bliższym sercu, niż w kraju, który właśnie opuszczamy. Należy nadmieniE iż w celach poznawczych opuściliśmy autostradEpod Villach i na Bałkany przedostaliśmy siEmałym przejściem granicznym (Wurzenpass 18‰) sprawdzając równocześnie moc silnika i sprawnośEhamulców. Kranjska Gora - dotychczas znana tylko z telewizji, z zawodów pucharu świata w narciarstwie alpejskim, gdzie sukcesy odnosili Jure Kosir i Urska Hrovat gwiazdy raptem dwumilionowego państwa. Ale przecież niedaleko stąd, na Velikance to właśnie jeden z najbardziej sławnych Polaków święcił triumfy...

Słowenia szaleje. Słowenia gra na mistrzostwach świata w piłce kopanej. Gwiazdą jest Zlatko Zahovic i cała drużyna. Jest nawet kolekcja etykiet i podkładek pod piwo ze zdjęciami reprezentantów kraju. Kierownik - kolekcjoner ma dylematy, czy nie zacząEich zbieraE aczkolwiek miałoby to raczej ujemne skutki dla planowanej akcji górskiej. Więc: Kontretykieta nie jest istotna - Kierownik disce.

W barze trwa właśnie transmisja meczu. Leje siELasko i Zlotorog, jednak Słoweńcy są lepsi w kopaniu, aniżeli warzeniu piwa. Ludzie pogodni, chętnie udzielają informacji. Dojeżdżamy pod Alzajew Dom. Liczba samochodów na parkingu wskazuje, że od północnej strony góra jest chodzona, a frekwencja niezła. Ale jest coś nie tak, brakuje karosy z czeskimi horolezcami. Szybkie śniadanie, a raczej wczesny obiad i w drogE Schronisko Alzajew jeszcze zamknięte, trudno potwierdziEinformacjEz Kranskiej Gory, że Triglavski Dom na Kredaricy jest już otwarty. Naprzód. Nogi siEtrochEpod nami uginają, bo noc w samochodzie, bo ciEki plecak, bo trzeba mieEwodE bo wapieE bo duszno...

Triglav (2863) - najwyższy szczyt Alp Julijskich

Północna Triglava (na zdjęciu), potEna, masywna, pionowa. Chapeau Bas przed zdobywcami. Z Doliny Vrata na Triglav wiedzie kilka turystycznych dróg: Droga przez Próg (tzw. Pragerweg) oraz przez przeł. Luknja, którą będziemy schodziE My wybieramy ponoEnajtrudniejszy wariant tzw. Szlak Tomiška, pełni ciekawości opisywanych w literaturze trudności.

Od pomnika w lewo, w las do góry i to nie najłagodniej. Robi siEcoraz cieplej, czy to z wysiłku, czy ze względu na zbliżającą siEburzE Oj, chyba jednak będzie lało, a na razie las, do góry i Szkarlatica wynurzająca siEpo drugie stronie doliny w cieniu burzowych chmur. Pojawiają siEwreszcie długo oczekiwane atrakcje. Tu trawersik, tam lina i sztyfty, no i długo oczekiwany deszczyk. Akurat dochodząc do ponoEkluczowego miejsca w podejściu - nieco wystromionej, acz nieźle urzeźbionej i ubezpieczonej ścianki, jak podają mądre książki i sieE lunEo jak z cebra, błyskając i grzmiąc nie w tak wielkiej oddali. śmieszne to uczucie, będąc wyposażony w znaczną ilośEmetalowego szpeju.

Na szczEcie w połowie wspomnianej ścianki jest okap, który doskonale służył jako parasol, tylko nie dla czterech osób :). BurzEprzetrwaliśmy w stanie dobrym ruszając dalej w kierunku, przekraczając liczne żeberka. Dochodzimy do źródełka, którego nie ma i jesteśmy na długo oczekiwanych rozstajach na plateau. Nasza droga faktycznie jest ciekawa i urozmaicona, a trudnych warunkach nawet nieco niedogodna. Natomiast trudności techniczne nie przedstawiają większego problemu. Pogoda siEznacznie poprawiła, nawet zaczEy do nas docieraEpromienie słoneczne. Należało więc zatankowaEwody z pola śnieżnego do opróżnionych butelek, bo w schronisku podobno kosztuje majątek. Oj ta droga przez plateau ciągnie siEnieco, ale widoczne już schronisko i powiększający siEz każdym krokiem masyw Triglava oraz złocisty płyn marki lasko motywuje pozytywnie. Uff, dotarliśmy. Widoki zaiste sympatyczne, niewiele ludzi kręcących siEna zewnątrz, dawało nadziejEna nocleg niekoniecznie na podłodze. Po ustaleniu noclegu w polsko słowackim narzeczu otrzymaliśmy miejsca w pokoju na najwyższej kondygnacji za jedyne 2254 SIT (niecałe 10 €) udaliśmy siEna kwaterE gdzie spotkaliśmy długo oczekiwanych braci Czechów. Jeszcze tylko kolacja, uzupełnienie płynów ustrojowych lokalnymi wyrobami i mycie w nowoczesnej łazience w przyziemiu i spaE To był długi dzieE Wody nie brakowało, można napełniaEbutelki do woli pod kranem.

Godzina piąta minut trzydzieści, kiedy pobudka zagrała wstaliśmy silni zwarci i gotowi do szczytowania. Pogoda zapowiadała siErewelacyjnie. Szybkie śniadanie, oj znowu siEokazało, że więcej mamy niż zjemy. Eh, ta polska zapobiegliwośE Droga na szczyt dobrze widoczna i oznakowana, jak również ponad miarEubezpieczona. Praktycznie ciąg ubezpieczeErozpoczynał siEod piargów po sam szczyt. Trudności nie stwierdziliśmy, toteż niezauważywszy znaleźliśmy siEprzy charakterystycznej budowli (Aljażev Slop) wieńczącej najwyższy szczyt Słowenii. Ukoronowaniem naszego wysiłku był widok, może nie najlepszy, ale jednak zadowalający. Pojawiają siEnatychmiast plany, aby coś jeszcze zaliczyE może Jalovec, który tak dostojnie siEprezentuje na horyzoncie. Jednak nie czas na rozbudowane kontemplacje panoram, trzeba naprzód, bo droga powrotna daleka i nieznana. Oczywiście miłe atrakcje w postaci sztyftów, lin i klamer. Oczywiście zabezpieczenia są konieczne, szczególnie z uwagi na fakt, że Słoweńcy muszą zdobyETriglava, a nie idą za tym umiejętności górskie. Obniżyliśmy siEna Triglavską SkrbinEa następnie poprzez kruchy żleb i eksponowany trawers obniżyliśmy siEna plateau, gdzie natrafiliśmy na lekkie problemy orientacyjne, szybko jednak dzięki właściwej postawie Kierownika zażegnane. Schodzimy przez mały śnieżnik na graEPlemenic podziwiając powiększającą siEz każdym krokiem północną ścianEnarodowej góry Słoweńców. Napowietrzna graE którą wiedzie via ferrata Bamberga jest arcyciekawa i niezmiernie widokowa: pionowe ścianki, kominki i lufa jak siEpatrzy. Warto tych trudności nie bagatelizowaE skutki mogą byE bowiem co najmniej niemiłe. Warto też byEobytym z wysokością i metalowymi ubezpieczeniami. Przyczynia siEto w znaczący sposób do redukcji inwektyw oraz połajanek wykrzykiwanych przez Kierownictwo. Ostatnie sztyfty, jesteśmy na przełęczy Luknja (1758 m). Czas na lunch.

Dajemy szansEKierownikowi wykazania siEkulinarnie, tradycyjnie nie zawodzi. Zaczyna nam doskwieraEbrak cieczy, bo upał staje siEniemiłosierny. A przed nami ostatnia prosta: zejście do Doliny Vrata, które jak siEokazało nie było ani krótkie, ani miłe, ani przyjemne. Schodzi siEprzez aktywne gruzowisko skalne, aktywne przy każdym kroku, małe lawinki, większe, potknięcia, szukanie równowagi, ekwilibrystyka na stoku. Padła więc komenda: zachowaEodstęp i k... uwaga na kamienie. Tak miło żegnał nas Triglav patrząc północną ścianą na nasz exodus. Dochodzimy do potoku, uzupełniamy płyny ustrojowe, aczkolwiek nie za bardzo, bo do parkingu niedaleko, a w bagażniku czeka przecież na nas mała, zimna niespodzianka. Tylko kierownik dał wyraz swojemu dobremu samopoczuciu dokonując w lodowatej (czyli z pól śnieżnych płynącej) wody ablucji zmywając kurz słoweńskiego piargu. Ufam, że poniżej nie było zbyt blisko ujęcia wody pitnej. W doskonałych nastrojach stanęliśmy przed naszym wozem po 28 godzinach akcji górskiej. Jeszcze tylko wizyta w Bledzie, piwko na brzegiem pięknie położonego jeziora, Loiblpass, sklep wolnocłowy i obranie kursu powrotnego.

-- Rufin --

BAGażnik - strona główna  | Mont Blanc drogą papieską  | Do Chorwacji  | Matterhorn  | W Alpy Julijskie na 36 godzin  | Wspomnienie  | Lago di Garda Story  | Moje małe K2  | Sprawozdanie  | W Alpeczki  | Agatka i jaskinie  | Mt Blanc Grzegorza  | Jak zostałam szczńliwie zmęczonym człowiekiem  | To tu, to tam czyli wycieczki alpejskie  | Wrażenia ze szkolenia  | Orle Perci Alp  | Powstawanie jaskiń jurajskich  | Mikroklimat jaskiń  | Flora i fauna jaskiń  | Extremalne sporty wodne dla każdego  | Garda 2004  | Gran Paradiso, Mont Blanc 2004 
Strona tytułowa   | O FIRMIE   | KALENDARIUM 2016   | KURSY   | WYPRAWY   | PRZEWODNICTWO   | JASKINIE   | INTEGRACJA   | REKREACJA   | SKLEP INTERNETOWY   | foto BAGażnik 

Webmajster: admin@bag.pl BAG email: box@bag.pl Ostatnia aktualizacja: dzisiaj